Czy pacjent straci na ustawie? Pacjenci z niepokojem obserwują jak nowa ustawa refundacyjna wpłynie na ceny leków. Zgodnie z decyzją Rady Lekarskiej w obawie przed konsekwencjami finansowymi źle wypełnionego druku na receptach pojawia się pieczątka „Refundacja leku do decyzji NFZ”. Aptekarze boją się brać odpowiedzialność za wpisywanie kwoty refundacji. Ministerstwo zdrowia uważa, że wszystko jest pod kontrolą.
Powstało wielkie zamieszanie, którego można było uniknąć. Pewne jest tylko, że nie będzie problemu z zakupem leku na 100%. Ale dlaczego pacjent ma płacić z własnej kieszeni za brak wyobraźni ministerstwa zdrowia. Gorąca dyskusja na ten temat jeszcze długo będzie się przewijać, aż znajdzie się wreszcie, pod wpływem protestów, sensowne rozwiązanie. Oby tylko do tego czasu nie doszło do poważnych konsekwencji zdrowotnych u chorych, którzy nie wykupili leków z powodu 100% odpłatności.
Co nowego w lekach „na tarczycę”
Tyreostatyki: metizol, thyrozol, thyrosan
- Tyreostatyki znalazły się poza listą refundacyjną. Oznacza to pełnopłatność (100%) za wszystkie wyżej wymienione leki. W praktyce pacjent, który otrzyma od endokrynologa receptę niezależnie od tego czy będzie na niej pieczątka „Refundacja leku do decyzji NFZ” czy wpis 100% płaci za lek pełną kwotę. Tak więc dla pacjenta nie przewiduje się w przypadku tych leków kłopotów w realizacji recepty.
- Ceny tyreostatyków były dotychczas różne. Czekamy na aktualny cennik na 2012 rok.
Lewotyroksyna: Euthyrox, Eltroxin, Letrox
- Leki stosowane w niedoczynności tarczycy znajdują się w grupie leków ryczałtowych. Oznacza to, że aby skorzystać ze zniżki musi być spełniony jeden z warunków: lekarz wpisuję „R (ryczałt)” na recepcie; jeśli zostanie postawiona pieczątka „Refundacja leku do decyzji NFZ” aptekarz może wpisać, że jest to lek na ryczałt; a jeśli nie zrobi tego aptekarz pacjent może zgłosić się do NFZ po zwrot nadpłaty (ale lek musi wcześniej zakupić na 100%). Prawdopodobnie cierpliwość stracą wszyscy. Pacjent, który stanie się petentem oczekującym słusznie jedynie zakupu leku w cenie w jakiej mu lek przysługuje. Lekarz, który w obawie przed konsekwencjami finansowymi stawia pieczątkę „Refundacja leku do decyzji NFZ” i musi wytłumaczyć tą decyzję pacjentowi. Aptekarz, który znajdzie się na końcu tego łańcucha i też nie chcąc brać na siebie konsekwencji finansowych odmawia korekty kwoty ryczałtu. Słowem powrót PRL-u z filmu „Miś”. Prawdopodobnie nikomu nie będzie jednak do śmiechu.
- Ceny preparatów lewotyroksyny są ryczałtowe (nie będą wpływać na decyzje o wyborze leków).
- Na listę ryczałtową trafiły niektóre nowe dawki leków ułatwiające dobór dawki (88ug, 112ug, 137ug)
- Kiedy lewotyroksyna nie może zostać przepisana na ryczałt? Wtedy kiedy pacjent nie ma postawionego jednoznacznego rozpoznania „ niedoczynność tarczycy„.
W następujących przypadkach pacjent musi zapłacić za lewotyroksynę 100%: - pacjenci z nadczynnością tarczycy leczeni metodą „block and replace”: równocześnie tyreostatyki i lewotyroksyna.
- może zostać zakwestionowane leczenie lewotyroksyną u kobiet w ciąży, które otrzymują lek z powodu relatywnie wysokiego TSH (>2.5), ale bez pełnych cech niedoczynności tarczycy (np. TSH 4.0, prawidłowe FT4 i FT3). Interpretacja NFZ jest nie do przewidzenia.
- leczenie lewotyroksyną wola młodzieńczego
- leczenie lewotyroksyną u chorych w eutyreozie z guzkami tarczycy (metoda obecnie sporadycznie wykorzystywana)
Czy jest światło w ciemności?
Prawdopodobnie w związku ze skalą zamieszania, zaangażowaniem mediów i polityków problem recept zostanie w najbliższym czasie rozwiązany. Wszyscy na to liczą. Oby tylko do tego czasu nie doszło do powikłań zdrowotnych oraz do antagonizacji środowiska lekarskiego i pacjentów. Wszystko bowiem wskazuje, że najprostszym rozwiązaniem stosowanym przez ministerstwo zdrowia w chwili obecnej jest obarczenie całym ciężarem problemu lekarzy i aptekarzy. Niestety ostatecznie kosztem pacjentów.
Kolejny dzień nie przyniósl rozwiązań sporu. Premier Tusk nie znajduje winy w stworzonej przez ministerstwo ustawie. A przecież rozwiazanie wydaje się być dość proste. Lekarz jak dotychczas wpisuje, który lek jest stosowany w chorobach przewlekłych (np tyroksyna w niedoczynności tarczycy). Tutaj faktycznie aptekarz może nie mieć wystarczających informacji o chorym (przykład z tyroksyną w artykule). Do tego lekarz nie jest potrzebuje obecnego wykazu 2684 (!!!) pozycji, wśród których musi znaleźć właściwy lek. Reszta, tzn informacja czy odpłatność wynosi 30%, 50% czy 100% powinna automatycznie być wyliczana w aptece „na kasie”. A może pan minister spróbuje przed kamerami wypisać receptę na 5 losowo podanych leków i zmieścić się z tym w 10 minutach.
Pierwsze dni z nową refundacją pokazuja, że jest gorzej niż się wydawało. Po pierwsze nastąpiły bardzo duże zmiany w odpłatności za leki: niektóre stały się pełnopłatne, inne przeszły na ryczałt. Wpłynęło to bardzo na ceny leków (w niektórych przypadkach zmiana dla pacjenta wzrosła kilkaset razy !! (np leki w akromegalii). Lekarz bez opasłej biblii jaką jest receptariusz nie zdecyduje się na ryzyko wypisania stopnia refundacji ponieważ w przypadku pomyłki z własnej kieszeni zapłaci różnicę z odsetkami (kwoty przy jednym błędzie mogą w niektórych przypadkach już być bardzo duże). Jednym słowem znaczną część czasu lekarz spędzi na poszukiwaniu leku na liscie (ponad 150 stron) zamiast poświęcić ten czas pacjentowi. Poziom frustracji bedzie narastał z dnia na dzień. Nawet lekarze, którzy od początku twierdzili, że pomimo wszystkich problemów biurokratycznych będą wpisywać odpowiednie informacje na recepcie poddają się i stemplują „Refundacja leku do decyzji NFZ”. Ostatecznie koszt reformy poniesie niestety pacjent.
Tarczyca.info zaprasza do dyskusji na forum http://www.tarczyca.info/forum/
i komentarzy pod artykułem. Czy ktoś miał już problemy z realizacją recepty?